'Patrioci', Tom Clancy

Drugi tom cyklu 'Przygody Jacka Ryana'.
W Korpusie nie przywiązuje się teraz wielkiej wagi do pistoletów, noszone są właściwie tylko na pokaz. Jeśli przeciwnik znajdzie się na odległość strzału pistoletowego, to znaczy, że pora wiać.
- Nie jestem przyzwyczajony, by zwracano się do mnie tak bezpośrednio.
- Więc proszę kazać ściąć mi głowę - Ryan wyszczerzył zęby, uśmiechając się bezczelnie.
Ludzie z SAS mieli do czynienia z samolotami tylko kiedy z nich wyskakiwali albo wysadzali je w powietrze.
- Czy macie tu kogoś z Królewskiej Piechoty Morskiej?
- Dwóch - powiedział Hallston. - Próbujemy przeszkadzać im w trzymaniu się za ręce.
- Niech będzie! Ale uważajcie, ja jestem z tej samej branży - ostrzegł Jack.
- Cóż. Każdemu może się przydarzyć - współczującym tonem odparł Hallston.
Jack uwolnił dłoń z uścisku byłego obrońcy zespołu Annapolis i policzył w myśli palce.
- Wiesz, jak brzmi najbardziej obsceniczne wyrażenie w języku angielskim? - zapytał Ryan żonę dwie godziny później.
- "Do samodzielnego montażu" - zachichotała.
- (...) Na krótki dystans nic nie może się równać ze śrutówką, no może z wyjątkiem miotacza ognia - uśmiechnął się sierżant.
Jack był przekonany, że ten siwowłosy dżentelmen potrafi czytać w myślach. Na pewno należało to do zakresu obowiązków Zastępcy Dyrektora Agencji ds. Wywiadu.
- A jak pan się nazywa? - spytała w końcu jedna z dziennikarek Robby'ego. Podał jej stopień i nazwisko, ale numer służbowy zachował dla siebie (Regulaminy sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych zezwalają wziętym do niewoli żołnierzom wyjawić jedynie nazwisko, stopień wojskowy i numer służbowy).
- (...) Mam nadzieję, że nie gadasz przez sen, synu, bo dowiesz się rzeczy, o których nawet śnić ci nie było dotąd wolno.
Ochroniarze nic z tego nie widzieli. Wszyscy stali tyłem do gości, wodząc czujnie oczyma po tłumie. Na wszystkich ich twarzach wyryta była jedna troska: "Boże, tylko nie na mojej zmianie, proszę!".
Szybko się jednak pozbierał i zrobił to, co w Korpusie roboli żołnierze, gdy nie wiedzieli, co mają robić. Wykonał wzorowy salut, zasługujący na uwiecznienie w "Podręczniku szeregowca".
- Śledzimy małą, najwyżej sześciometrową łódź z co najmniej dziesięcioma uzbrojonymi terrorystami na pokładzie - dalej podał pozycję, kurs i prędkość celu. - Proszę potwierdzić.
- Roger. Łajba pełna świrów z bronią maszynową? To ćwiczenia, czy bez jaj? Odbiór.
- To prawda, synku. A teraz nie pieprzmy dłużej przez radio, tylko bierzmy się do roboty.
Poza fatalną pracą redakcyjną nad tą książką, jest świetna.
Moja ocena na biblionetce: 5.5/6.
Napisane 19 stycznia, 2012 przez ereszkigal
